Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Bazar Banacha – kupcy czy straganiarze?

Przy okazji wsparcia przez Inicjatywę Pracowniczą protestu kupców na bazarze Banacha rozgorzała dyskusja (m.in. na forach internetowych) na temat tego, czy związek powinien wspierać drobny biznes. Pytanie to wydawało się zasadne, choćby z tego powodu, że jak wiadomo, małe placówki handlowe są często miejscem, gdzie w sposób szczególnie dotkliwy wykorzystuje się ludzi i łamie prawa pracownicze.

Warszawska Komisja Środowiskowa w swoim tekście wyjaśniała powody zajęcia się tym problemem, przede wszystkim podnosząc fakt, że bazar pełni ważne funkcje społeczne: stanowi alternatywę dla korporacyjnych hipermerketów, jest miejscem gdzie w tanie artykułu mogą zaopatrywać się mieszkańcy o najniższych dochodach, gwarantuje bardziej osobowe i bezpośrednie formy kontaktu między producentem a klientem. Wreszcie zamiar likwidacji przez władze Warszawy bazaru, pomija potrzeby i prawo do współdecydowania o jego losie nie tylko handlujących, ale także pracujących, kupujących i mieszkających w pobliżu Banacha.

Najważniejszy jednak z punktu widzenia związku zawodowego problem, dotyczący stosunków pracy na bazarze Banacha, nie został rozstrzygnięty. Niektórzy wprost artykułowali, że IP w takim układzie opowiada się po niewłaściwej stronie i broni „drobnomieszczaństwa”. W tej krytyce zdefiniowano zatem pewną domniemaną sprzeczność klasową bazaru: pomiędzy wyzyskiwanym sprzedawcą (sprzedawczynią) i drobnym kapitalistą. Jednak formułowanie tak jednoznacznych opinii na temat tej sprzeczności, szczególnie traktowanej jako kryterium zaangażowania w sprawę bazaru, wydaje mi się wątpliwe.

Po pierwsze pomijam, że dokładnie nie wiemy, ilu tak naprawdę handlowców z bazaru, zatrudnia kogoś więcej niż samych siebie. Ale nawet gdybyśmy przyjęli, że spora ich część korzysta z pracy najemnej, to przyjęcie formalno-prawnego kryterium mającego decydować o podziałach i sprzecznościach interesów, budzi poważne zastrzeżenia. Jest faktem, że np. ustawa o związkach zawodowych mówi, iż pracownikiem nie może być ktoś, kto zatrudnia inne osoby. Tak więc w zasadzie nie może taka osoba zostać członkiem związku. Podejście jednak formalno-prawne przy analizowaniu struktury klasowej społeczeństwa, bywa bardzo krytykowane przez socjologów.  Mamy tu bowiem sytuację, że handlarz z bazaru Banach jest kapitalistą (wprawdzie drobnym), a główny księgowy w wielkiej korporacji – nie. A czy członkowie zarządu spółdzielni pracy, wybrani przez pracowników, którzy jednak w świetle prawa są pracodawcami, są też z tego powodu kapitalistami czy nie? Jak zobaczymy dalej, szczególnie w świetle innych kryteriów podziałów klasowych, kupcy z bazaru wymykają się takiemu łatwemu sposobowi rozstrzygnięcia naszego problemu.

Weźmy inne kryterium podziałów społecznych, dla niektórych opcji politycznych wydawałoby się kluczowe – własność. Robotnicy najemni, w myśl tego podejścia, nie są właścicielami swojego warsztatu pracy i ten fakt ich jako robotników definiuje, natomiast przyjmuje się, że drobna burżuazja, jest właścicielem swojego warsztatu pracy. Ale sytuacja na bazarze Banacha dokładnie przeczy tezie, jakoby tamtejsi kupcy, dysponowali swoim warsztatem pracy, w każdym razie jego najważniejszą częścią, czyli miejscem do handlowania. Oni to miejsce dzierżawią, a obecnie ma im zostać ono odebrane. (Bronimy de facto dzierżawców). W roli właściciela wprawdzie występuje gmina, a więc wydawałoby się podmiot społeczny, jednak takie spojrzenie na władze lokalne miasta (jakoby reprezentowało interesy wszystkich mieszkańców, całej społeczności Warszawy), ma ponownie wszystkie wady podejścia formalno-prawnego. Tak jest tylko w sensie ustawowym, bo w sensie socjologicznym i politycznym władze Warszawy bronią interesów korporacyjnych, kapitalistycznych. Miasto jest w takim układzie narzędziem polityki korporacyjnej./1/ Fakt, iż w miejsce likwidowanej części bazaru ma powstać TBS (Towarzystwo Budownictwa Społecznego), pomimo nazwy, potwierdza wcześniejszą tezę. TBS-y zarówno w sensie formalnym, jak też socjologicznym, są przeznaczone dla osób z dochodami wyższymi, powiedzielibyśmy, nie bez pewnego ryzyka, rekrutującymi się spośród klasy średniej - w każdy razie średnio zarabiającej. Gdyby tam miały powstać mieszkania socjalne czy komunalne, mielibyśmy pewien dylemat. Znamienne jednak jest to, iż mieszkania te mają zostać przeznaczone dla pewnej tylko grupy społecznej, stanowiącej, i to w dużo większym, jak sądzę, stopniu niż drobni dzierżawcy z Banacha, oparcie dla politycznej dominacji władzy sprzyjającej kapitalistyczno-korporacyjnym interesom. Szczególnie dobrze to widać pod rządami PO w stolicy.

W socjologii amerykańskiej klasy społeczne często definiuje się w prosty sposób, poprzez wysokość uzyskiwanych dochodów. Również to kryterium nie wydaje się w naszym przypadku „szczęśliwe”. Okazałoby się, że do „drobnomieszczaństwa” musielibyśmy zaliczyć prędzej górnika z jastrzębskiej kopalni, niż kupca z bazaru Banacha. Umówmy się też, że inne, obok dochodu, kryteria, jak pochodzenie społeczne czy wykształcenie, poglądy estetyczne i styl życia, kwalifikują kupców z bazaru raczej do niższej niż wyższej klasy społecznej. A co ważniejsze właśnie dlatego, że stanowią klasę niższą, zostali pozbawieni możliwości współdecydowania o losie bazaru Banacha i muszą ustąpić interesom, z jednej strony klasy średniej, a z drugiej korporacyjnym. Z kapitalistycznego punktu widzenia, po umocnieniu się na rynku sprzedaży detalicznej średnio i wielkopowierzchniowych sklepów, bazary dziś wydają się stanowić zbędne ogniwo w łańcuchu wymiany ekonomicznej, stanowią nawet konkurencję, którą pragnie się wyeliminować, jak wcześniej PGR-y czy niektóre gałęzie przemysłu.

A co z relacjami pomiędzy bazarowymi dzierżawcami-kupcami a pracownikami? Trzeba stwierdzić przede wszystkim to, że stosunki pracy (zhierarchizowane, deprecjonujące i alienujące), mają swoje przyczyny nie tylko ekonomiczne (wyznaczone np. przez posiadanie lub nie środków produkcji), ale także są odzwierciedleniem struktury władzy. Jednym z zarzutów anarchistów względem koncepcji Marksowskich było to, iż nie zwraca ona dość uwagi relacjom władzy, które mogą wystąpić, a nawet się odtworzyć, niezależnie od relacji i zmian ekonomicznych. Stosunki pomiędzy brygadzistą a pracownikiem w, dajmy na to, jastrzębskiej kopalni, mogą mieć taki sam hierarchiczny charakter, jak pomiędzy kupcem z Banacha i straganiarzem, a nawet zawierać podobne elementy wyzysku ekonomicznego (dodatkowe obciążanie pracą, pomijanie przy podwyżkach, nierówne dzielenie premii, itd.) Fakt, iż z formalnego punktu widzenia brygadzista nie jest pracodawcą, a kupiec nim jest, nie ma znaczenia. Istotne jest tu to, że w obu przypadkach chodzi o wykorzystanie stosunków władzy oraz, że w przypadku górników nie mamy „klasowych wątpliwości”, a w przypadków kupców-dzierżawców mamy, co jest tylko efektem pewnych utartych stereotypów, być może nawet stanowiących pozostałość po czasach PRLowski, kiedy w wielu warstwach społecznych dopatrywano się „wrogów klasowych”. Było to raczej szukanie „kozła ofiarnego” odpowiedzialnego za niewydolność systemu, niż rzeczowa i uczciwa analiza klasowa. Z jednej strony relacja kupiec-straganiarz i brygadzista-pracownik stanowi zatem odzwierciedlenie obecnego systemu sprawowania władzy i podziału dochodu, ale nie jest najistotniejszą osią podziałów społecznych. Z drugiej - to co określamy „walką klas” to nie tylko konflikt na poziomie pracownik-pracodawca czy obywatel-władza, czyli konflikt w relacji do klasy posiadającej władzę i kumulującej zyski, ale także pomiędzy różnie usytuowanymi grupami pracowników (pomiędzy dozorem i pracownikami bezpośrednio produkcyjnymi, pomiędzy krajowcami i emigrantami; pomiędzy pracownikami wykwalifikowanymi i niewykwalifikowanymi, pomiędzy mężczyznami i kobietami, itd.).

Jak widzimy podejście, nazwijmy je „strukturalne”, do kwestii podziałów klasowych, w kontekście konkretnych sytuacji nastręcza wiele problemów. Z pozoru proste, jasne kryteria bywają zawodne. Rzadko można zdefiniować klasy na podstawie tylko jednego czynnika, a w każdym razie taka definicja często będzie raziła nieadekwatnością czy naukowym bądź politycznym dogmatyzmem. Pewna wizja podziału społecznego na dwie odrębne klasy, z których jedna, kapitaliści, posiada środki produkcji, oraz druga, robotnicy, jest tych środków pozbawiona i dysponuje jedynie siłą swoich rąk i głów, którą musi sprzedawać na rynku pracy, aby w ten sposób zarobić na przetrwanie, jest wizją uproszczoną. Model pewnych analiz nie można mylić z rzeczywistością społeczną, tak jak mapę nie można mylić z terenem, co nie podważa jednak jej przydatności.

Dla ruchów społecznych (w tym związku zawodowego), ważne jest podejście uwzględniające nie tylko strukturalny aspekt podziałów i sprzeczności różnych interesów, ale także to co moglibyśmy nazwać „procesem”. Społeczeństwo powinna nam się jawić, jako układ dynamicznie na siebie oddziaływujących sił, powodujących nieustanne zmiany, transformacje, „pęknięcia” i podziały. Wówczas kluczowego znaczenia nabiera to, jak jednostki i grupy społeczne odnoszą się względem siebie i w stosunku do władzy (politycznej, ekonomicznej i ideologicznej), jakie zajmują stanowiska i w co się angażują. Okazuje się, że handlowcy-dzierżawcy, którzy w ujęciu strukturalnym, przez niektórych zostali potraktowani jako drobni kapitaliści, w konkretnym przypadku zaistniałego konfliktu, stanęli przeciwko władzy reprezentującej korporacyjne interesy. Nie można zaprzeczyć, iż stosunki pomiędzy pracodawcami, a pracownikami na bazarze Banach pozostawiały wiele do życzenia, ale zaistniały konflikt, daje nam dodatkowo możliwość zmiany i w tym zakresie. Uruchomiony został proces, który powinien (chociaż nie musi) zmierzać w kierunku zakwestionowania pewnego typu relacji władzy w ogóle, a nie tylko w odniesieniu do ratusza czy rządu. Jeżeli zaangażowanie związku zawodowego zmierza w kierunku głębszych zmian społecznych, to podjęcie tematu dotyczącego bazaru Banacha przez IP było słuszne. Pojawienie się ruchu wokół tego problemu, generuje nowe społeczne okoliczności: tworzy solidarność społeczną, pogłębia identyfikację klasową i świadomość własnych interesów, odblokowuje kanałach ich artykulacji (np. podczas zorganizowanego wiecu na bazarze ludzie mogli się wypowiedzieć), następuje zmiana postaw od roli petenta do oponenta, ect. Jeżeli iść tą drogą dalej, to zmierzamy w kierunku odtworzenia się demokratycznych i horyzontalnych struktur społecznych, które zaczną dotyczyć zarówno handlowców-dzierżawców, okoliczną społeczność i pracowników bazaru.

Różnica pomiędzy „strukturalnym” i „procesowym” spojrzeniem polega na tym, iż w pierwszym przypadku, gdyby użyć kategorii Marksowskich,  odkrywamy tylko „klasę w sobie”, natomiast w drugim przypadku potrafimy dostrzec też, a nawet przede wszystkim, „klasę dla siebie”, której świadomą częścią się stajemy nie np. poprzez urodzenie czy zatrudnienie, ale zaangażowanie i walkę. Musimy pozostać wyczuleni na te oba aspekty, żeby jako związek zawodowy, nie postępować, mówiąc słowami Hakim Beya, jak „ochroniarz”, ale raczej jak „akuszerka”.

Jarosław Urbański
(Komisja Krajowa IP, Poznań)

/1/ W jednym z badań, które niedawno przeprowadziłem wśród pracowników, twierdzili oni w 47% przypadków, że obecny rząd broni interesów pracodawców, a nie pracowników. Przeciwnego zdania było 9% badanych. W przypadku władz lokalnych, ¼ badanych twierdziła, że bronią interesów  pracodawców, a nie pracowników. Przeciwnego zdania było 6% badanych.

Powrót na górę

Podobne artykuły