Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Wykluczenie i opór

Poniżej publikujemy wywiad z Darią - pochodzącą z Polski działaczką szwedzkiego związku zawodowego SAC Syndikalisterna. W tym roku Daria otrzymała przyznawaną przez SAC nagrodę za odwagę cywilną im. Björna Soderberga za jej działania na rzecz poprawy warunków pracy imigrantów i imigrantek pracujących w Malmö.


Jak znalazłaś się w Szwecji i dlaczego zaczęłaś pracować w restauracji Indian Curry Hut?

     Z Polski wyprowadziłam się już jakiś czas temu. Byłam zmęczona pracą pięć dni w tygodniu za niecałe 2000 zł. W celach zarobkowych najpierw wyjeżdżałam do Anglii, a potem do Hiszpanii. Do Szwecji przyjechałam po to, żeby studiować. W tym państwie istnieją różnego rodzaju uczelnie, m.in. tak zwane uniwersytety ludowe (Folkhögskola), które są rodzajem szkolnictwa wyższego, ale żeby do nich uczęszczać nie jest wymagana matura. Nie ukończyłam liceum, więc nie mogłabym studiować w Polsce. Ponieważ mojej rodziny nie stać na zaoferowanie mi pomocy finansowej, byłoby mi też ciężko się utrzymać jednocześnie studiując. Do 2006 roku w Szwecji zasiłki dla studentów obejmowały wszystkich, którzy się tam uczyli. Niestety po roku 2006 ten przywilej jest dostępny już tylko dla Szwedów, więc kiedy przyjechałam do Malmö z pieniędzmi, które wystarczyłyby mi na jeden czynsz wiedziałam, że muszę znaleźć pracę i to jak najszybciej. Po około tygodniu znajoma znajomego skierowała mnie do indyjskiej restauracji. Po przedstawieniu się szefowi dowiedziałam się, że mogę zacząć od zaraz.

Opisz proszę w jakich warunkach pracowałaś w restauracji?
     Początki były ciężkie. Dużą część personelu stanowili inni imigranci, w dodatku nie zawsze mówiący po szwedzku czy angielsku, więc mieliśmy problemy z dogadaniem się. Komunikacja z szefem także pozostawiała wiele do życzenia. Za każdym razem gdy próbowałam dowiedzieć się szczegółów, szczególnie dotyczących wynagrodzenia, byłam odsyłana z kwitkiem. Nie chciałam jednak naciskać bo bałam się utraty pracy, która była moim jedynym źródłem utrzymania. Kiedy klienci nie mogli mnie zrozumieć z powodu mojego akcentu, często okazywali się bardzo nieuprzejmi lub denerwowali się gdy ja nie mogłam ich zrozumieć i prosiłam o powtórzenie po angielsku.
     Kuchnia praktycznie nie miała wentylacji, a w każdym pomieszczeniu, w którym znajdowali się pracownicy zainstalowana była co najmniej jedna kamera (co w Szwecji jest nielegalne).

Czy wszyscy pracownicy mieli takie same warunki pracy? Jeśli nie, to czym się różniły?
     Po jakimś czasie zaczęłam więcej rozmawiać z innymi pracownikami. Wtedy właśnie dowiedziałam się ile prawdopodobnie będę zarabiać. Jedna z pracownic powiedziała mi, że zarabia 50 koron (około 23 zł), ale prawdopodobnie ja zacznę od 40, tak jak wszyscy inni.
Ona zarabia 50 koron, ponieważ dostała podwyżkę po trzech latach pracy (sic!). Kiedy przyszedł dzień wypłaty i dostałam pieniądze do ręki, przeliczyłam je przez ilość przepracowanych godzin i okazało się, że moja stawka to również 50 koron za godzinę. Po dalszych rozmowach z resztą pracowników Indian Curry Hut okazało się, że większość migrantów spoza Unii Europejskiej dostaje 45 koron za godzinę. Ja 50, a szwedzka koleżanka też pracująca na stanowisku kelnerki 60.

Co skłoniło Cię do walki o prawa pracownic i pracowników restauracji?
     Od początku nie podobało mi się, że szef wykorzystuje mój brak numeru personalnego (odpowiednik PESEL i NIP – przyp.red) i żeruje na mojej desperacji płacąc mi mniej niż połowę najniższej stawki rekomendowanej dla tej branży. Nie miałam jednak wyboru, gdyż mój szwedzki był słaby, ciężko byłoby mi znaleźć inną pracę i nie miałam innego źródła utrzymania.
     Kiedy stało się dla mnie jasne, że w grę wchodzi jawna dyskryminacja z powodu narodowości i poziomu desperacji miarka się jednak przebrała. Nie ma opcji, aby akceptować taką sytuację, szczególnie w miejscu pracy.
     Bycie imigrantką lub imigrantem w obcym kraju automatycznie wiąże się niższym statusem i poziomem życia na wielu poziomach. Migranci każdego dnia spotykają się z klasizmem i rasizmem. Kiedy zaczynamy odczuwać go dobitnie w portfelu i okazuje się, że nasze wynagrodzenie warte jest tylko połowę tego co dostają „prawdziwi” obywatele, jako pracownicy musimy się temu przeciwstawić. Szczególnie biorąc pod uwagę, że to właśnie tu - w Szwecji - powtarza się jak mantrę, że jest to kraj równości i jednakowej wartości każdego człowieka. To hasło słyszy się tu bardzo często z ust polityków, ale to tylko slogan, bo nie ma równości miedzy ludźmi dopóki wartość naszej pracy nie będzie równa, dopóki powszechne będą podwójne standardy w miejscach pracy.

Jak przebiegał konflikt z pracodawcą?
     Na szczęście istnieją tutaj instrumenty, dzięki którym można prowadzić działania przeciwko takim praktykom. Ponieważ Szwecja jest krajem zarazem bardzo uzwiązkowionym oraz bardzo liberalnym ekonomicznie, istnieją możliwości walki, ale istnieje też dużo problemów.
     Szczególnie ciężko jest organizować się imigrantom „bez papierów”. Jedynym związkiem, który udziela pomocy takim osobom jest SAC (Sveriges Arbetares Centralorganisation - Centralna Organizacja Pracowników Szwecji. Istniejący od 1910 r. związek zawodowy – przyp.red.). SAC ma na swoim koncie wiele wygranych konfliktów z pracodawcami, które pomogły pracownikom - migrantom. Kiedy podjęłam decyzję, by zacząć organizować się w moim miejscu pracy bez chwili zastanowienia zgłosiłam się do nich.
     Po kilku miesiącach planowania, udało mi się zwerbować szwedzkiego kolegę. Razem planowaliśmy strategię jak wywrzeć presję na pracodawcy, tak by polepszyć warunki nie tylko dla nas, ale dla wszystkich. Pozostali pracownicy nie mogli dołączyć do związku, bo byli zbyt zależni od szefa. Część wynajmowała od niego mieszkanie, część była mu dłużna pieniądze, a część była nawet z nim spokrewniona. Póki co trzymaliśmy nasze zaangażowanie związkowe w sekrecie. W tym samym czasie skontaktowałam się z dziennikarką największego szwedzkiego dziennika Expressen i rozpoczęłyśmy współpracę. Podczas gdy ona pracowała nad artykułem o sytuacji w moim miejscu pracy, byłyśmy cały czas w kontakcie i wymieniałyśmy się kontaktami i informacjami, które mogłyby pomoc sprawie.
     Kiedy ja i mój nowo zwerbowany kolega z pracy byliśmy na sto procent pewni, że nie uda nam się już zwerbować nikogo więcej, postanowiliśmy „wyjść z szafy” z informacją o działalności związku. Zorganizowaliśmy w kuchni spotkanie z innymi pracownikami, którzy tak jak przypuszczaliśmy nie mogli do nas dołączyć, ale sympatyzowali z naszymi działaniami. Kiedy byliśmy na osobności jeden z pracowników wyszeptał, że prawdopodobnie nasz szef dowie się o tym jeszcze tego samego wieczoru.
     Następnego dnia okazało się, że ostrzeżenie było prawdziwe. Zostałam wezwana na rozmowę podczas, której szef udając, że nic nie wie o wcześniejszym spotkaniu, zaczął zapewniać mnie, że wszystko w restauracji jest w najlepszym porządku, i stwierdził, że ponieważ do tej pory pracowałam na okresie próbnym, teraz czas bym dostała prawdziwy kontrakt.
     W Szwecji niemożliwe jest, żeby pracować na okresie próbnym bez podpisywania umowy. Kiedy zapytałam o to szefa, on bez mrugnięcia okiem opowiedział mi, że ma mój numer personalny i opłaca za mnie wszystkie potrzebne podatki. To oczywiście było kłamstwem, ponieważ ja nie posiadałam takowego numeru.
     Po paru dniach od naszej rozmowy, gdy próbowałam dowiedzieć się, kiedy mam znów przyjść do pracy (nie mieliśmy stałego grafiku), szef przestał odbierać telefon. Po dwóch tygodniach zadzwonił do mnie i powiedział, że odkrył, że nie mam numeru personalnego i dopóki go nie zdobędę mam nie przychodzić do restauracji. To znaczyło dla mnie utratę pracy. Początkowo próbowałam toczyć walkę z szefem i przyniosłam mu dokumenty, które mógłby wypełnić jako pracodawca, co pozwoliłoby mi otrzymać ten numer od razu. Kiedy odmówił zrozumiałam, że nie ma szans na kontynuowanie działania organizacji w miejscu pracy i zdecydowałam się na rozpoczęcie negocjacji przy udziale związku.
     SAC wysłało list zapraszający szefa na spotkanie. Za pierwszym razem zignorował go. Na szczęście prawo mówi wyraźnie, że ignorowanie związków zawodowych wiąże się z konsekwencjami prawnymi. Przy drugiej próbie udało nam się ustalić spotkanie.

Co udało się wam wywalczyć?
     Na negocjacje mój były szef zjawił się w antyfaszystowskiej koszulce. Ponieważ jest właścicielem jednego z barów popularnych wśród kręgów lewicowych i subkulturowych, było dla nas jasne, że boi się ewentualnego bojkotu i stara się grać przyjaznego. Na początku spotkania, gdy został zapytany o to, czy wie dlaczego związek chciał się z nim spotkać, opowiedział wyciskającą łzy z oczu historię o tym jak bardzo próbował mi pomóc dając mi pracę, ale musiał widocznie coś przeoczyć w dokumentach, więc teraz poniesie tego konsekwencje.
     Razem ze związkiem obliczyliśmy, że Indian Curry Hut jest mi winne 46 tysięcy koron. Jest to różnica pomiędzy tym co powinnam dostać wg układu zbiorowego (Kolektivavtal) a tym co dostałam w rzeczywistości. Były szef podpisał dokument obligujący go do wypłacenia mi pieniędzy bez mrugnięcia okiem. Ewidentnie nie był to dla niego problem finansowy, można sobie tylko wyobrazić, jak dużo zarabia wykorzystując pracowników każdego dnia.
     Najważniejsze co osiągnęliśmy wygrywając ten konflikt były nie pieniądze, ale przykład dla innych osób. To był pierwszy raz w Malmö, żeby imigrantka pracująca na czarno wygrała konflikt z pracodawcą. Dzięki tej wygranej możemy pokazać innym migrantom, że walka o swoje prawa jest możliwa i się opłaca.

Czy przypadek restauracji Indian Curry Hut jest odosobniony? Czy warunki pracy w innych restauracjach w Szwecji są podobne?
     Niestety nie jest to odosobniony przypadek. Szczególnie w Malmö, w którym mieszka najwięcej imigrantów w Szwecji.

Dlaczego szwedzkie prawo zezwala na takie praktyki, jak w Indian Curry Hut? Jak wygląda kontrola zatrudnienia w restauracjach?
     Nie jestem ekspertem, ale wydaje mi się, że duże znaczenie odgrywa to, o czym wspominałam wcześniej.
     Z jednej strony Szwecja ma silne tradycje państwa socjalnego, ale z drugiej jest jednym z bardziej liberalnych ekonomicznie krajów w Europie. Nie istnieje tutaj pensja minimalna, lecz układy zbiorowe negocjowane przez związki. To rozwiązanie działało bardzo dobrze np. w latach 70-tych, gdy ogromna większość Szwedów i Szwedek należała do związków, nie było więc potrzeby dla tworzenia oddzielnej instytucji kontrolującej stosunki pracy. Dziś nadal większością z nich zajmują się związki, oprócz tego mamy urząd podatkowy oraz instytucje sądu pracy, który jest ostatecznością w przypadku rozstrzygania konfliktów pracowniczych.
     Dzisiaj, kiedy w Szwecji coraz bardziej powszechne są umowy czasowe lub tak zwany wikariat (praca godzinowa, tymczasowa – przyp.red.) oraz praca imigrantów na czarno, bardzo często okazuje się, że związki są bezsilne. Osoby pracujące na tak zwane umowy czasowe lub wikariusze w praktyce nie mają żadnych praw. W przypadku imigrantów lub osób pracujących na czarno, związki nie chcą ich reprezentować. Urząd podatkowy nie jest przeszkolony, żeby kontrolować warunki zatrudnienia, sprawdza tylko czy cyfry się zgadzają, co jak można sobie wyobrazić bardzo często nie ma przełożenia na to, jak wygląda rzeczywistość pracowników w miejscu pracy. Nie istnieje więc żadna konkretna instytucja, zajmująca się tym, żeby prawa pracy były przestrzegane.
     Praktyka wygląda tak, że o swoje prawa trzeba domagać się poprzez związek. Niestety nie wszyscy wiedzą o tym lub mogą się tym zająć...

SAC przyznał ci Nagrodę Odwagi Cywilnej – czym jest ta nagroda i jakie ma dla Ciebie znaczenie?
     Nagroda Odwagi Cywilnej jest przyznawana co roku dla uczczenia pamięci Björna Söderberga, syndykalisty oraz dziennikarza, który w 1999 roku inwigilował i doprowadził do ujawnienia siatki powiązań miedzy Robertem Versterlundem, zasiadającym w radzie naczelnej jednego z dużych szwedzkich związków zawodowych, a neonazistowską organizacją Nationell Ungdom. Po opublikowaniu artykułu demaskującego Roberta Vesterlunda i jego neonazistowską aktywność, Björn Söderberg został zamordowany przez członków Nationell Ungdom przed drzwiami swojego domu w Sztokholmie.
     Od 2000 roku nagroda jego imienia przyznawana jest tym ludziom, którzy „odznaczyli się obywatelską odwagą i zasłużyli się w przeciwdziałaniu nadużyciom i niesprawiedliwościom w miejscu pracy”.
     Gdy dowiedziałam się o tym, że w tym roku nagroda przyznana będzie właśnie mi, byłam zaskoczona. Wiem, że każdego dnia w Szwecji setki pracowników walczą – często dużo skuteczniej ode mnie – o prawa pracownicze.
     Jednocześnie nagroda była dla mnie symbolem tego, że mój związek zawodowy nie jest miejscem tylko dla białych Szwedów ze średniej klasy, ale w praktyce jest tu też miejsce dla imigrantów. Ludzie sympatyzowali z naszym konfliktem i nominując mnie do tej nagrody chcieli okazać wsparcie i docenić wagę tego co udało nam się zrobić.
     Dzięki nagrodzie miałam też okazję po raz pierwszy wypowiedzieć się osobiście w mediach, a mój felieton o pracy migrantów i ich niesprawiedliwych zarobkach, napisany jako komentarz do przyznania mi nagrody, dostał się nawet na pierwsze strony największego dziennika w Szwecji.
     Jest to dla mnie bardzo ważne, żeby dotrzeć do jak największej liczy osób i przez moją historię pokazać: Szwedom, że w miejscu pracy trzeba być solidarnym, a migrantom, że można oraz warto walczyć o swoje prawa.

Opisz proszę swoją działalność w SAC i waszą kampanię w sektorze usług gastronomicznych.
     Podczas ostatniego roku działań w SAC zajmowałam się głównie organizowaniem w moim miejscu pracy. Zaczęłam również serię nieformalnych spotkań informacyjnych dla innych migrantów, którzy skontaktowali się ze mną po artykule, który ukazał się w Expressen.
     Szybko okazało się, że nie ja jedna mam problemy z pracodawcą. Od tej pory SAC zajął się dwoma sprawami migrantów pracujących w Malmö, którzy nie otrzymali zapłaty za swoją pracę w restauracjach. Niestety sprawy te nie są łatwe i nadal się toczą.
     Na koncie mamy kilka blokad przeciwko tym restauracjom i wydaje się, że na dzień dzisiejszy jedna z tych spraw może skończyć w sądzie pracy. Nasz lokalny odział Malmö LS (Loklala Sammorganisation) niestety cierpi na brak wystarczającej ilości przeszkolonych osób, które mogłyby prowadzić np. negocjacje, dlatego nie jesteśmy w stanie teraz zająć się wszystkimi sprawami, które do nas napływają. Ja staram się edukować dzięki rozmaitym kursom i warsztatom, jakie oferuje SAC. Następnym kursem jaki planuję ukończyć jest kurs negocjatorski.
     Dzięki artykułom w Expressen i innych dziennikach dużo ludzi w Malmö zainteresowało się podjęciem kampanii konsumenckiej polegającej na informowaniu klientów o aktualnych konfliktach związkowych w poszczególnych restauracjach i nawoływaniu do ich bojkotu. My z SAC z kolei planujemy kampanię edukacyjną o prawach pracowniczych skierowaną do migrantów. Ja obecnie pracuję nad komiksem – książką, w której opisuję moją historię i moje doświadczenia w organizowaniu się w pracy, a także angażuję się w lokalne działania mojego związku zawodowego.


Wywiad ukazał się pierwotnie w 42 numerze Biuletynu Inicjatywy Pracowniczej.

Więcej informacji (angielski, szwedzki):
http://internationellsolidaritet.com/2014/10/08/daria-bogdanska-waitress-gets-award-of-civilcourage/
http://www.expressen.se/kvallsposten/daria-tog-strid--fick-ratt-mot-arbetsgivaren/
http://www.expressen.se/debatt/daria--vi-lever-i-tva-olika-sverige/

Powrót na górę